Witam
Z tego co zauważyłem (i co mi forumowa szukajka wyrzuciła) Seafire nie należy do Waszych ulubionych modeli, może jednak ktoś opanował lądowanie na lotniskowcu na tej maszynce?
Jakiś czas temu odkryłem kampanie (pełen zestaw iłafb/aep/pf z patchem 4.04) dla Royal Navy umiejscowioną w czasie i przestrzeni w okresie walk o Iwo Jimę. Kampania urzekła mnie między innymi tym, że z przyjemnością można ją toczyć praktycznie bez przyspieszania czasu, bo flota sprzymierzonych stacjonuje w bezpośrednim sąsiedztwie wyspy i praktycznie już po starcie można sobie obrać kurs "na oko", (podobnie z powrotem na macierzystą barkę). Jak sobie troszkę niedociągnięcia silnika gry wspomóc wyobraźnią (jakieś pustki na wyspie, poza artylerią plot wydaje się że nie ma żywego ducha i o ile mogę zrozumieć brak pochowanych w bunkrach samurajów to trochę razi niemota sił inwazyjnych) to klimat jest niesamowity, zwłaszcza ataki kamikaze, których trzeba strącić w jednym podejściu bo nie będzie na czym lądować.
Ale wracając do rzeczy - za cholerę nie mogę poprawnie wylądować seafirem. Obserwacja autopilota nic mi nie dała, bo ląduje on sobie przy 100 km/h, lecąc jak po sznurku z lekko uniesionym dziobem. Ja po spadnięciu prędkości poniżej ok 150 km/h walę się pięknie do morza. A jak już ląduje to zazwyczaj łamię łopaty śmigła - samolot po dotknięciu pokładu (plus minus na trzy punkty) robi delikatny ukłon, jakby chciał się przywitać z lotniskowcem, nie na tyle żeby stanąć na nosie, ale wystarczająco żeby odłamać łopaty śmigła. Generalnie 90% lądowań mam udanych bo pilot przeżywa, jednak samolot zazwyczaj jest pokiereszowany (poza śmigłem często lubię zgubić koła).
Czy ktoś opanował opisaną powyżej sztukę?
Pozdrawiam.